Ilość wyświetleń bloga

Obserwatorzy

środa, 13 lutego 2013

Makijaż na Walentynki :) + OSTATNIE GODZINY ROZDANIA!

Witam Was bardzo serdecznie :)
Przepraszam, że jest mnie tutaj tak mało, ale sesja trwa w najlepsze ;) Jak tylko przebrnę przez wszystkie egzaminy to wracam do Was z podwójną energią! :)
Jako, że jutro Walentynki pozwoliłam sobie zrobić chwilę przerwy i stworzyłam dla Was makijaż na tę okazję :) Nie jest to typowy, cukierkowy, słodki makijaż, bo nie uważam, żeby taki był najwłaściwszy na tę okazję :)

Robiąc makijaż na walentynki musimy pamiętać o kilku ważnych aspektach:
- Mężczyźni nie lubią szminek, a już szczególnie lepiących się błyszczyków na Naszych ustach! Postawmy więc na dobre podkreślenie oczu i minimalną ilość błyszczyka w naturalnym kolorze (najlepiej kolor z niebieskimi tonami tak jak ja to zrobiłam - optycznie wybiela zęby) lub warstwę pomadki ochronnej.
- Jeśli nie mamy zamiaru się całować, lecz mamy iść z Naszym mężczyzną na kolację również unikajmy bardziej kolorowych pomadek, a szczególnie czerwonych - będzie psikus jak rozmaże się nam na połowie twarzy albo zostanie nieestetyczny kontur! Jeśli bardzo chcemy mieć mocniejsze usta wybierzmy pisak do ust/lip tint - coś co mocno wgryzie się w usta i nie będzie schodzić pod wpływem jedzenia.
- Nie róbmy sobie 7 warstwowej tapety! Postawmy lepiej na może lżej kryjący, lecz trwały podkład a niedoskonałości zakryjmy korektorem. Nie kładźmy 5 warstw podkładu, bo nawet ten najbardziej trwały zejdzie Nam w ciągu 2 godzin, szczególnie gdy zacznie padać śnieg! Unikajmy również tony pudru - jak trochę skóra Nam się zaświeci tu i tam to będzie wyglądać przynajmniej zdrowo :)
- Nie nakładajmy różowego różu - i tak Nam się zaczerwienią poliki od emocji (oczywiście o ile randka będzie udana ;))

I pamiętajmy o najważniejszym, cytując fragment piosenki jednego z moich ulubionych zespołów: "Did I ever say how pretty you're in true love?" :) Nałóżmy więc uśmiech na usta i cieszmy się miłymi chwilami :)

Koniec tego wstępu, czas na sam makijaż :)



LISTA UŻYTYCH KOSMETYKÓW
Twarz:
- Podkład MAC Studio Sculpt NC15 - również pod oczy
- Korektor na niedoskonałości Benefit Boi-ing
- Puder Babydream dla dzieci
- Róż MAC Amber Glow
- Rozświetlacz Pigment Inglot 14
- błyszczyk MAC Lipglass Saint Germain

Oczy:
- cienie L'oreal Infaillible 004 i 002
- złoty cień z paletki Sephora N03 Wild Safari
- cień MAC Mineralize Eyeshadow Silver Birch
- cień Catrice Intensif'eye wet&dry shadow 040 Have You Seen Alice?
- cień Inglot AMC 55
- kredka MAC Eye Kohl Tarnish
- na brwi Celia odżywka do rzęs z aloesem 
- tusze do rzęs: MAC Extreme Dimension & Gosh Catchy Eyes





I jak Wam się podoba? Jaki Wy wybierzecie makijaż na swój walentynkowy wieczór? :)
Ja zdecydowanie wybiorę makeup-no-makeup i wieczór z mózgiem, neuronami i innymi takimi przyjemnościami :)

PRZYPOMINAM O ROZDANIU - ZOSTAŁO JUŻ TYLKO KILKA GODZIN!


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i przesyłam moc walentynkowych buziaków :*
Beata :)

sobota, 9 lutego 2013

Lakiery Sally Hansen w PEPCO!

Hej! :)
Dzisiaj szybki post z cyklu informacyjnych (pisałam już o tym na facebooku ale wiem, że nie każdy czyta :))
Z okazji walentynek w Pepco lakiery Sally Hansen są za 10zł! :) W sklepie normalnie kosztują 45zł :)
Ja już kilka mam :)
Wybierzecie się z tej okazji do Pepco? A może już coś kupiłyście? :)

Pozdrawiam! :)
Beata :)

czwartek, 7 lutego 2013

Makijaż wieczorowy z MAC :)

Witam Was bardzo serdecznie:)
W krótkiej przerwie od nauki przychodzę do Was z makijażem :) Był już makijaż dzienny z MAC więc przyszedł czas na wieczorowy :) Propozycja jest docelowo skierowana do okularnic, które mogą trochę bardziej zaszaleć z makijażem, ponieważ okulary lekko go przykrywają :)





Makijaż twarzy:
- podkład: MAC Studio sculpt NC15
- puder: MAC Studio fix NC15
- korektor: MAC Pro Longwear Concealer NC15
- róż: MAC Mineralize Blush w kolorze Amber Glow
- szminka: MAC Pure Zen / MAC Apres Chic

Makijaż oka:
- na całą powiekę ruchomą i dolną: MAC Sweet Satisfaction
- w kącik oka: kredka MAC Pro Longwear w kolorze Rich Experience + MAC Round Midnight
- na środek powieki: MAC Mineralize Eye Shadow Silver Birch
- do połowy dolnej powieki od zewnętrznego kącika: MAC Round Midnight
- tusz: MAC Extreme Dimension

W zależności od preferencji możemy wybrać wersję z jasnymi ustami lub...



...z ciemniejszymi :)


Makijaż świetnie nadaje się dla okularnic takich jak Ja :)
 I jak Wam się podoba ta propozycja? Ja jestem zadowolona z makijażu bo wyszedł dokładnie tak jak chciałam :)

Pozdrawiam Was ciepło!
Beata :)


wtorek, 5 lutego 2013

Natalia Rogalińska; "Gruba"

Dzisiaj zapraszam Was na kilka słów o książce do której powracam, która często znajduje się na mojej nocnej szafce, może nie od razu do czytania, ale po prostu, żeby była.
Mowa będzie o książce Natalii Rogalińskiej pt. Gruba.


Często sięgam po książki, które mają w sobie to słowo lub chociaż są do niego nawiązaniem. Po prostu po książki o tematyce otyłości, które nie są poradnikami jak schudnąć.

Książka mi się nie spodobała. Przeczytałam ją trzy razy. Przewrotnie.

W sumie nie wiem po co i nie wiem dlaczego. Magda, główna bohaterka, jest gruba, jak mówi opis: nie okrągła czy pulchna, ale okropnie gruba. To jej bolączka i przekleństwo. Wytykają jej to wszyscy wokół, nawet przypadkowi przechodnie, a ona nadal wpieprza batoniki z automatu i to w sporych ilościach. Nic nie robi sobie z uwag, ze zdrowia, z dobrego samopoczucia, po prostu je. W życiu ma jeszcze jedną rzecz, która dobrze jej wychodzi, oprócz jedzenia, a mianowicie praca. Jest świetną graficzką. Dobrze płatna praca pozwoliła jej na zakup własnego mieszkania i umożliwiła wyprowadzenie się od matki - maniaczki programów informacyjnych i fance ćwiczeń fizycznych. Do tego dochodzi młody bóg seksu. Dla niej facet idealny - najlepsze ciało w Warszawie! Młody Apollo o dziwo zaczyna uprawiać seks z Magdą. Nie wynikło z tego niestety nic ciekawego, a już mógł być mezalians na miarę Niezgody i Kamela.
Najlepszym wątkiem w książce jest wątek relacji Magdy z jej wciąż dokarmiającą babcią. Gdy babcia umiera każdy czytelnik czuje smutek.

Książka napisana jest lekkim i przyjemnym językiem. Nie wymaga wielkiego skupienia i oddania się czytaniu. Można po nią sięgnąć, a później odstawić na tydzień. Czyta się szybko - wystarczy na nią jeden wieczór. Jedyne co mnie zawiodło to zakończenie, które mocno mnie rozczarowało. Lubię szczęśliwe zakończenia. Niektórym książkom pasują smutne, gorsze zakończenia. Jednak ta książka kończy się dziwnie, może nieco nie przewidywalnie. Ja wybrałabym inne zakończenie. Może nie od razu ślub z warszawskim Apollem, ale coś jeszcze innego. Zakończenie zupełnie psuje książkę. Pomimo to trzeba ją przeczytać, aby je poznać.

Wspomniałam o tej książce, bo wiele z Was ma ferie i być może ktoś się skusi :)
ściskam Was serdecznie :)
Marta

niedziela, 3 lutego 2013

Astor, Big & Beautiful Play It Big Mascara

Jestem wielką fanką tuszy do rzęs. Kiedyś miałam ich co najmniej kilka. Z wiekiem trochę mi przeszło i ograniczam się do maksymalnie dwóch lub trzech otwartych sztuk.
Aktualnie są to dwie otwarte sztuki i o jednej z nich będzie tutaj mowa, a mianowicie o czerwonej maskarze od Astor.

Rzęsy, jak zresztą w każdej reklamie, miały być maksymalnie pogrubione, zalotnie podkręcone, jak i wydłużone.

Niestety nie skończyło się nawet jak zawsze, czyli względnie dobrze. Skończyło się strasznie, tragicznie wręcz, ponieważ tak złego tuszu już dawno nie miałam.

Zacznijmy jednak od kwestii neutralnych, czyli:

OPAKOWANIE: Najlepsza rzecz w całym tuszu, ponieważ opakowanie jest ładne i czerwone, opatrzone napisami w kolorze złota. W porównaniu do opakowań L'Oreal czy Max Factor wypada nieco tandetnie, ale w swoim przedziale cenowym prezentuje się bardzo dobrze.



SZCZOTECZKA: Jest duża i silikonowa. Zazwyczaj nie przeszkadza mi to w malowaniu, tutaj również tak nie było. Szczoteczka na plus.




KONSYSTENCJA: Bardzo sucha, brakuje jej delikatnej mokrości, dzięki której byłaby widoczna na rzęsach. Tusz na pewno nie był wyschnięty.

POJEMNOŚĆ/CENA: 12ml za około 28-30zł to dobry stosunek pojemności do ceny.

Kwestia subiektywna, czyli:

DZIAŁANIE: brak. Tu można byłoby wypowiedź zakończyć, ponieważ tusz nie zrobił z moimi rzęsami zupełnie nic, po prostu na nich był. Jak taki niewidzialny obrońca. Wiedziałam, że jest, ale nie widziałam żadnego jego działania, Był, ale jakby go nie było. Po rzęsach w ogóle nie było widać jego obecności.

Do tego momentu ocena mogłaby być neutralna, nieco naciągana, ponieważ tusz nic nie zrobił.
Jednak ocena będzie w 100% negatywna, ponieważ tusz OSYPUJE SIĘ. Na rzęsach nie wytrzymuje nawet dwóch godzin, ponieważ już po godzinie mamy go na twarzy w postaci podkówek.


Tusz to zupełny niewypał i najgorszy jak do tej pory produkt Astor z jakim miałam do czynienia.
Nie polecam go nikomu, a mój egzemplarz wylądował w koszu.

pozdrawiam i ściskam Was serdecznie!
Marta.

sobota, 2 lutego 2013

Beata gotuje: Makaron ze szpinakiem i fetą

Witam Was bardzo serdecznie! :)
Dzisiaj na blogu coś nowego :) Dzisiaj będziemy gotować! :) A co? Na początek prosty i dobry przepis :)
Makaron! :)
Od razu piszę - nie mam wprawy w takich notkach! :) Jeśli jednak pomysł Wam się spodoba to być może takie notki będą pojawiać się cyklicznie :)

Czego potrzebujemy?
- ok. 400g ugotowanego makaronu (w moim przypadku świderki gryczane)

- 450g mrożonego szpinaku
 - 1 łyżkę śmietany
 - 50g masła
 - 5 dużych ząbków czosnku (w zależności od preferencji można dodać mniej, ja lubię czosnek więc dodałam tyle, choć potrawa nie wyszła mocno czosnkowa)
 - 150g sera Feta
 
 - duża szczypta pieprzu
 - szczypta soli (jeśli dla kogoś Feta będzie wystarczająca można pominąć)

Sposób przyrządzenia:

1. Ścieramy na tarce czosnek (można zmiażdżyć w prasce do czosnku)
2. Na patelni rozpuszczamy masło
3. Do masła wrzucamy czosnek i chwilę smażymy (jeśli czosnek zacznie nam się za bardzo przysmażać można dodać trochę wody, żeby zapobiec przypaleniu - wtedy czosnek robi się gorzki)
4. Dodajemy brykiet szpinaku. Bez obaw - może być zamrożony - sukcesywnie będzie się rozpuszczał :)
5. Dodajemy śmietanę.

6. Następnie dodajemy fetę.
7. Doprawiamy do smaku (ostatecznie dosypałam jeszcze szczyptę soli czosnkowej poza solą i pieprzem) i gotowe! :)

Podajemy z odrobiną fety pokruszoną na makaronie :)

Wbrew pozorom makaron wychodzi lekki, aczkolwiek sycący :) Idealny pomysł na sobotni wieczór - może z racji czosnku nie randkowy ;)

Lubicie szpinak? Znacie przepis na taki makaron? :) Piszcie koniecznie! :)

Pozdrawiam Was bardzo smacznie i serdecznie! :)
Beata :)

Przypomnienie o ROZDANIU!

Przypominamy o ROZDANIU!

Zostało już tylko 11 dni! :) Zachęcamy do zgłaszania się! :)

Pozdrawiamy! :)
Beata&Marta